środa, 16 lutego 2011

Zdjęcie dnia


Prosimy o głosy w komentarzach z numerem zdjęcia.
Dzień drugi


 1
 2
 3
 4
 5
 6
 7
 8
9
 10
 11
 12


Kadra o kadrze- Arek Woźniak



Wywiad z Arkiem Woźniakiem-oboźnym

(Ania)- Jak długo jesteś instruktorem?
(Oboźny)-Od 26 lipca ubiegłego roku.

(A)-Czym się zajmujesz poza harcerstwem?
(O)-Gram na gitarze w zespole. Lubie chemię i biologię,myślę o medycynie, ostatnio też grafiką komputerową, ale to z przymusu. Gram też w teatrze.

(A)-Dlaczego zostałeś oboźnym na tym kursie?
(O)-Byłem brany pod uwagę jako oboźny, ale nie wiedziałem czy będę miał czas. Ale komendantka zdecydowała, że jednak ja będę. 

(A)- Jakie są Twoje obowiązki i kompetencje?
(O)- Oprócz funkcji oboźnego jestem kwatermistrzem, pilnuję planu dnia, przygotowuję materiały programowe na następny dzień. Muszę codziennie o 5 rano wstawać i odbierać dostawę żywności. 

(A)- Opowiedz o dniu oboźnego. 
(O)- Na razie jest to drugi dzień próbuję zorientować się jak mam pracować. Postanowiłem, że rano nie będę budził patroli gwizdkiem, bo sam tego nie lubię, jednak będę ich budził muzyką. 

(A)-Jakie jest Twoje motto na dzisiejszy dzień?
(O)- Cały czas do przodu. Nie poddawać się, i cały czas do przodu. 

(A) - Dziękuję za wywiad


Ania Gadomska

wtorek, 15 lutego 2011

Dzień trzeci


Dzień trzeci – Metoda harcerska

Tradycją stała się już poranna wizyta druha oboźnego budzącego nas na zaprawę. Tym razem zostaliśmy wyciągnięci na dwór, gdzie osoby zdobywające sprawność liderów zdrowia znęcały się nad nami wymyślając wszelakie ćwiczenia i zabawy. Całkowicie rozbudzeni udaliśmy się na śniadanie. Mimo iż nasze śniadanie jest takie samo od kilku dni, nie mamy co narzekać na jakość posiłków. Potem cała ekipa kursu udała się na apel poranny, po którym mieliśmy zajęcia z pionów wiekowych w ZHP. Zajęcia wymagały od nas pewnej dozy kreatywności i umiejętności teatralno-improwizacyjnych – nagrywaliśmy krótką audycję radiową, przedstawialiśmy pantomimę oraz scenki rodzajowe.
Po obiedzie w trakcie czasu wolnego odbył się teleturniej „ Loffciam Cię Polsko”. Zebrane gremium było dość pokaźne, możliwe, że zmotywowała ich zapowiedziana tajemnicza nagroda. Konkurencje były zróżnicowanie – rozpoznawanie cytatów z polskich filmów i rozróżnianie bajek po ścieżce dźwiękowej, oraz ojczystych piosenek, czytanie łamańców językowych a także zadania z geografii Polski. Po zaciekłej walce kadra wygrała z kursantami wynikiem 50 do 35. Tajemniczą nagrodą okazały się być pierniczki w czekoladzie. Wszyscy byli zadowoleni.
Po tym emocjonującym widowisku nastała pora na rozpoczęcie zajęć z odnoszacych sie do każdej metodyki. Na nasze szczęście trafiliśmy na idealną kolejność zajęć – metodyka zuchowa, harcerska, starszoharcerska i wędrownicza. Dzięki temu uniknęliśmy rozpraszającego skakania po pionach wiekowych. W trakcie zajęć zuchowych przeprowadziliśmy majsterkę oraz dowiedzieliśmy się podstawowych informacji o tym pionie.
Podczas zajęć z metodyki harcerskiej graliśmy w grę planszową pt. ”Ślimak”. Mieliśmy okazje się zmęczyć, gdyż teren rozgrywki był dość duży. Miałem okazję być członkiem zwycięskiego patrolu „Arksi”.
Metodyka starszoharcerska była przeprowadzona w sposób niekonwencjonalny – każdy zastęp otrzymał inną zagadkę, która prowadził do punktu w Olesznej, na którym znajdowali się przedstawiciel kadry mający dla nas specjalne zadanie. Celem tego było ukazanie sposobów pracy drużyn starszoharcerskich - ich idei.
Zajęcia z metodyki wędrowniczej prowadził Zbyszek Skupiński. Po szybkim podzieleniu się na zastępy rozpoczęliśmy pierwszą część zajęć, którą były zróżnicowane konkurencje będące metaforą służby i wyczynu. Następnie opracowaliśmy poszczególne części symboliki wędrowniczej watry oraz metodyki pracy drużyny wędrowniczej.
            Zmordowani zajęciami długo wyczekiwaliśmy strawy, jednak ku naszej uciesze ta chwila nareszcie nastąpiła. Mogliśmy pożywić się przed nadchodzącymi zajęciami relaksacyjnymi prowadzonymi przez druhnę Olę oraz podsumowaniem dnia w drużynach kursowych. To był dobry dzień. Ciężki, ale dobry. 


Maciek Ubas i Ania Gadomska

Kadra o kadrze -Zbyszek Skupiński



Rozmowa ze Zbyszkiem Skupińskim

(Ania) - Ile lat jesteś w ZHP?
(Zbyszek) - Od 1987 r.
(A) - Co skłoniło cię do wstąpienia do ZHP?
(Z) - Będąc małym zuchem niewiele miałem  do powiedzenia, po prostu w szkołach było dużo harcerstwa, a reszta mojej klasy była w drużynie, więc tak się znalazłem.
(A) - Jakie jest twoje najmilsze wspomnienie związane z harcerstwem?
(Z) - Obóz w Białym Brzegu w 2005 r., miałem wtedy wielu wyjątkowo fantastycznych ludzi          w drużynie wędrowniczej. Był to obóz, na którym znalazło się wszystko co było możliwe: wędrówka, budowanie pionierki obozowej, kajaki, jazda konna czy łapanie łabędzia krzykliwego i obrączkowanie go.
(A) - Od początku byłeś związany z hufcem Łagiewniki?
(Z) - Nie, dopiero od 2003 roku, wcześniej byłem w Hufcu Wieluń (Chorągiew Łódzka)
(A) - Jak zrodziła się koncepcja tego kursu?
(Z) - A to jest skomplikowana historia. Rok temu okazało się, że dwa hufce: Oleśnica i Łagiewniki, miały potrzebę zorganizowania kursu drużynowych dla swoich ludzi. W Załęczu Wielkim, przy okazji zupełnie innego wydarzenia (konferencja przed Zjazdem ZHP), spotkałem się z Anką Trelą i zaczęliśmy rozmawiać, że jest taka potrzeba w naszych środowiskach i tak od słowa do słowa przeszło do organizacji kursu.
„Cztery żywioły” natomiast pojawiły się jako temat przewodni kursu.
(A) - Kto wymyślił logo?
(Z) - Autorką logo jest Joanna Skupińska.
(A) - Jaki jest twój przepis na udany kurs?
(Z) - Ludzie. Każdy kurs jest udany, kiedy jest dobra komunikacja pomiędzy uczestnikami
a kadrą i wzajemnie się szanujemy.
(A) - Skąd bierzesz pomysły na zajęcia?
(Z) - Z Internetu... (śmiech)
(A) - Czym ten kurs różni się od poprzedniego?
(Z) – Może zacznę od podobieństw. Podobieństwa są w programie (schemat programowy jest taki sam), wizualnie jest bardzo podobny, logo jest to samo, także zdobycie sprawności – jak w ubiegłym roku – powtarza się. Wszystko pozostałe różni się. Kilkoro członków kadry jest również takich samych.
(A) - Masz jakieś plany na rozwój tego kursu w przyszłości?
(Z) - Kursów przewodnikowskich nie da się rozwinąć. Jest to już zamknięta forma, można za to rozwijać idee tworzenia, czyli propagować organizowanie tych kursów przez hufcowe zespoły kadry kształcącej. Same „Cztery żywioły” mają szerokie plany na rozwój. Myślimy
o kursach podharcmistrzowskich, o chorągwianej instruktorskiej konferencji kształceniowców.
(A) - Ile czasu zajęło przygotowanie kursu?
(Z) – Ponad cztery miesiące. Termin został ustalony już w Krakowie, podczas Zlotu; wtedy miało miejsce pierwsze spotkanie kadry - spotkały się trzy osoby, można powiedzieć „wyjściowe” dla „Czterech żywiołów” i ustaliliśmy, że kurs odbędzie się znów zimą w Olesznej. Od tamtej pory zbieraliśmy stopniowo kadrę i zachęciliśmy kolejne hufce do współpracy.
(A) - Czy wcześniej też organizowałeś jakieś kursy poza „Czterema żywiołami”?
(Z) - Jestem instruktorem HSR, więc praktycznie cały czas organizuję kursy ratownicze, organizowałem wcześniej jeszcze tak zwane kursy przybocznych i zastępowych. Byłem, współprowadzącym na kursach drużynowych i funkcyjnych hufca.
(A) - Jaką funkcje pełnisz w Hufcu Łagiewniki i w chorągwi?
(Z) – Moją podstawową funkcją jest funkcja komendanta 109. Szczepu „Wataha” w Jordanowie Śl., poza tym jestem członkiem Komendy Hufca Łagiewniki, członkiem Zespołu Kadry Kształcącej i Komisji Stopni Instruktorskich oraz jestem członkiem Rady Chorągwi Dolnośląskiej.
(A) - Jakie masz zainteresowania i jakie jest twoje motto?
(Z) - Uważam, że człowiek jest istotą społeczną  i to jest podstawa egzystencji ludzkiej. Prywatnie jestem architektem i moje zainteresowania, jeżeli nie są harcerskie, to są architektoniczne. Lubię kulturę, sztukę, przyrodę, uwielbiam chodzić po górach, jestem miłośnikiem kota Łoskota.

(A) - Dziękuje za wywiad.

Ania Gadomska








poniedziałek, 14 lutego 2011

Dzień drugi

Dzień drugi – pierwsze prawdziwe zajęcia

6:00 – zostaliśmy brutalnie obudzeni przez zapomniany budzik z hitem „Parabole tańczą”. Sprawca przeżył. Niestety już o  7:15 druh oboźny wchodzi do pokoju i pełen wesołości budzi nas na zaprawę poranną. Wszyscy baaaaaardzo energicznie zwlekli się z łóżek. Niektóre osoby miały problemy z dostaniem się do harcówki, gdyż w ferie te godziny zaliczają się jeszcze do nocnych.
Następnie mieliśmy chwilę by skorzystać z uroków prysznica, a przynajmniej męska część kursu, gdyż żeńska korzysta wieczorami.
8:30 – śniadanie. Po szybkim skonsumowaniu udaliśmy się na zajęcia do harcówek. Na pierwszych z nich mieliśmy okazję zetknąć się z  podstawą programową ZHP oraz cechami przekazywania informacji. Po tych jakże ciekawych zajęciach nastąpiła wyczekiwana chwila -  obiad.  Następnie mieliśmy czas wolny, w trakcie którego udaliśmy się na obowiązkowy spacer , a w międzyczasie  uzupełniliśmy zapasy w pobliskim sklepiku oraz powygłupialiśmy się na placu zabaw przy szkole.
Po chwili spędzonej na dworze udaliśmy się na zajęcia o strukturze ZHP, które zostały przeprowadzone
w taki oto sposób – mieliśmy odegrać scenki charakterystyczne dla danego organu. Mimo początkowej dezorientacji wszyscy wywiązali się z zadania wzorowo – humor oraz wartości edukacyjne zawarte w każdej scenę, aż tryskały na oglądających. Nie przeszkodziła nam nawet zaimprowizowana scena na schodach oraz mała ilość miejsca na widowni. Kadra byłą zachwycona. Cytując Grację - „Popłakałam się ze śmiechu”. 
Nie, to nie była metafora. Kolejne zajęcia odbyły się w formie quizu na temat ogólnej wiedzy o regulaminie mundurowym. Walka była bardzo zaciekła oraz dość bolesna dla niektórych. Jednak największą trudność nie sprawiło nam odpowiadanie na pytania, a zdobycie grzechotki, która była przepustką do udzielenia odpowiedzi. Następnie podsumowaliśmy dzień w drużynach. Jak na razie wszyscy są zadowoleni.  Zobaczymy, co czeka nas jutro, i czy zmienią zdanie...Raczej nie :)

Maciej Ubas






niedziela, 13 lutego 2011

Dzień pierwszy

Dzień pierwszy – droga do Olesznej

Droga do Olesznej przebiegła bezproblemowo – z Łagiewnik odebrał nas Zbigniew Skupiński.
Byliśmy jednymi z pierwszych przybyłych kursantów. Zabraliśmy się za rozkładanie kanadyjek. Praca szła gładko, po dłuższej chwili zaczęło przybywać osób, więc i rąk do pracy. Gdy wszyscy przybyli na miejsce odbył się apel powitalny, podczas którego druh oboźny pouczył nas, abyśmy gasili światło i zachowywali się porządnie w trakcie trwania całego kursu – jak przystało na harcerzy. Zostaliśmy rozdzieleni na drużyny. Po zebraniu się drużynami otrzymaliśmy paczki z prezentami – koszulkami kursowymi, chustami itp. Zapoznaliśmy się w drużynach, po czym odbyło się ogólne kursowe ognisko, na którym zostały przedstawione 4 żywioły. Następnie podsumowaliśmy cały dzień w drużynach. Dzień pierwszy – rozpoczęcie kursu – uważam za zakończony. Zobaczymy, co czeka nas w jutro...

Maciej Ubas                 



                                                                                                                                                                                          

Przygotowania

Dzień zero – przygotowania do wyjazdu

Jest sobota, czas najwyższy przygotować się do wyjazdu, gdyż muszę jeszcze zaliczyć Bystrzycę Kłodzką, a autobus mam o 17:25. Po krótkim namyśle co powinienem spakować przypomniałem sobie o informacjach na stronie kursu:
Do zrobienia przed kursem:
       Zabrać ze sobą uzupełnioną kartę kwalifikacyjną uczestnika obozu (wzór jest wszędzie ten sam)
       Skompletować ekwipunek (patrz niżej)
Co należy zabrać na kurs:
1.    kompletne umundurowanie harcerskie (nie jesteśmy fetyszystami mundurowymi wystarczy jak będziesz mieć ze sobą: bluzę mundurową, nakrycie głowy – rogatywka, beret czy co tam kto nosi, pas harcerski oraz spodnie według regulaminu mundurowego ZHP – bojówki w kamuflaż niemile widziane:P)
2.    coś do spania – śpiwór i/lub koc (nocleg na kanadyjkach z materacem – nie zapewniamy kocy, więc jak ktoś jest zmarzluchem, to niech sobie weźmie)
3.    przybory do jedzenia – menażka lub komplet talerzy, sztućce, kubek
4.    przybory toaletowe – według uznania
5.    bielizna – według uznania
6.    ubiór umożliwiający udział w zajęciach na dworze w różnych warunkach pogodowych
7.    latarka
8.    apteczka osobista i stale zażywane leki (osoby niepełnoletnie proszone są o poinformowaniu kadry kursu o konieczności zażywania określonych leków, stosowny wpis winien również znaleźć się w karcie kwalifikacyjnej)
9.    zeszyt „60” lub grubszy oraz długopisy itp.
10.                       mile widziane instrumenty muzyczne oraz umiejętność posługiwania się nimi
11.                       możliwość przerzucenia danych na komputer: kabel USB lub karta miniSD (nie bluetooth i podczerwień)
12.                       wolny od trosk doczesnych umysł i dobry humor

Powoli odliczając poszczególne punkty + dodając trochę od siebie skończyłem się pakować.Byłem gotowy do drogi. Szybko coś przekąsiłem, wysłuchałem pouczenia mamy o tym, żebym się dobrze zachowywał i zadzwonił jak dojadę, i wyruszyłem z plecakiem na przystanek. Ze względu na wiadome magiczne właściwości autobusów do spóźniania się lub przyjeżdżania za wcześnie wolałem być na przystanku już o 17. „Lepiej poczekać te pół godziny, niż potem kombinować”. Autobus przyjechał o dziwo punktualnie. W Bystrzycy byłem o 18:10. Dzień zero uważam za zamknięty – jutro czeka mnie droga do Olesznej...

                                                                                                                                                                                               Maciej Ubas